WZDŁUŻ RZEKI

Pomiędzy biodrami
Muzyka drga
Uderza palcem,
W klawisze nóg – pomaga jej wiatr
Pomiędzy udami,
Wyłania się szlak.
Skroplone godziny
Walczą o czas
Brakuje, mi tylko Aniołów
Ich śpiewu ze szkła
Gorących źródeł,
Słonecznych skał.
Wiklinowe warkocze
Zaplatają się w nas,
Głęboko – do podziemnych Strumieni
Zatopionych warstw.




