Wędrowiec

Stary wędrowiec przystanął
Zdejmując kaptur z głowy
Uklękł przy najbliższej kałuży
Próbująć zobaczyć swe odbicie
Lecz nic tam nie znalazł
Brunatne lustro wody było bezlitosne
Patrzyło na niego swoimi matowymi oczami
Umarłem?
-Pomyślał…
Czy tak wygląda śmierć?
Umarłem za życia?
A może nigdy mnie nie było
Nicość
Wystraszył się nie na żarty
Ziemia usunęła mu się z pod nóg
Obejrzał się do tyłu spoglądając na swe sarkofagi które zaczeły się poruszać Wydawały teraz dziwne dźwięki
Trochę go to rozbawiło
Kapsuła czasu oddaliła się…
Jak to możliwe że jestem pusty a zarazem pełny
Pomyślał…
Jak to możliwe że mam wszystko i nie mam niczego
Jak to możliwe że jestem tym kwiatem i drzewem i oddycham z nimi jednym sercem
Kałuża zaczęła się zmieniać
Formując coś na kształt kuli
Niczym wielka czarna dziura
Zaklęta w małej tafli
Teraz mieniła się wszystkimi kolorami a z jej środka wydobywało się potężne Światło
Zanurzył palec w tej Boskiej odchłani
Zamieszał nim kilka razy
Niczym wytrawny kucharz swoją zupe
Ciekawy smaku swojego dzieła
Ze zdumieniem odkrył że owa czarna dziura
Nie jest tym czym myślał że jest
Tyle w niej teraz było życia i kolorów których wcześniej nie widział
Tańczące elfy i Pachnące ogrody
Przeróżne rodzaje kwiatów i Istot
Wymiary nakładały się na siebie
Wydobywając ze swych płuc niebiańską muzyke
Tworzyły jedną całość
Kapsuła Czasu przybliżyła się..
Uchylając złote wrota
Wędrowiec spojrzał jeszcze raz za siebie ale nic tam już nie było
Wiedział że czas wracać do Domu
Uśmiechnął się do siebie po czym zniknął wraz z magicznym pojazdem
Kałuża wróciła do swego pierwotnego kształtu
Czekając na kolejnych wędrowców





