DZIECKO . Wypuszczam wiatr, Porami skóry. Rodzę światło, Oczami gwiazd. Opuszczam czas, Jego śpiew -Narkotyczny bełt Okno Wiatru
NIC Czasem, udaje się w podróż Zanikam, wtedy dla świata Tam, Nie ma NIC Jestem tylko Ja Oddycham
... Czy mogłam, wybrać inną drogę? Niż ta, która mnie ukształtowała? Z widokiem na morze Z kolorowym parasolem...
WEWNĄTRZ SKRZYNI Moje oczy Patrzą na mnie Czy to ja, na nie patrzę? Cisza mnie śledzi, Czy to
CZARNE SUKI W kiczowatych ubraniach W lateksowych omamach Stoją godzinami, W przeklętych bramach Ich śliskie języki, Jak narkotyki
DZIECI Dzieci są czyste W swoim przekazie Mają szeroko otwarte Oczy Nieskażone niczym głowy Rodzą się dzikie Zanim
WEWNĄTRZ MNIE W głębinach zatracenia Uwalniam, Wirujące marzenia. Dotykam, Krągłych bioder W tańcu je unoszę. Językiem Do wewnątrz, Spoglądam
Do napisania tego wiersza zainspirowało mnie to, że nie widzimy człowieka takim jakim jest, ale szukamy w nim siebie,
EGO Sztuczny konstrukt A jednak, Ta Istota Też chce żyć Nawet, mi go szkoda trochę jest Bo on
Często podczas malowania obrazów, sprzątania, przychodzą mi nowe impulsy, umysł zwalnia, wchodzi się w coś w rodzaju medytacji, wtedy











